- Koncerty
- terminy koncertów
- galeria zdjęć
- relacje z koncertów
- Wieści
- wieści muzyczne
- kocioł
- dodaj wieść
- Płyty
- recenzje płyt
- zapowiedzi premier
- Wywiady
- wywiady
- Ogłoszenia
- ogłoszenia drobne
- dodaj ogłoszenie
- Zobacz
- wywiady
- forum
- linki
- rekomenduj muzykę
- korozja
- sondy - archiwum
- Redakcja
- o nas
- szukamy pomocników
- reklama
- polityka cookies
- kontakt
- Konto
- zaloguj się
- załóż konto
- po co?
recenzja: Kasabian "West Ryder Pauper Lunatic Asylum"
I wreszcie jest. To już trzeci studyjny album kwartetu z Leicester. Kasabian, bo o nich mowa, tym krążkiem udowadniają, że są zespołem, który należy traktować poważnie. I z szacunkiem. Trudno oprzeć się wrażeniu, że to właśnie na tej płycie w pełni rozwinęli skrzydła, tym samym ostatecznie definiując swój styl. "West Ryder Pauper Lunatic Asylum" jest bowiem albumem dojrzałym, niebanalnym. Jest tu nieco mniej elektroniki niż na debiutanckiej płycie ("Kasabian"), jednocześnie jest ona o niebo lepsza od swojej poprzedniczki ("Empire"), która zawiodła, bo trąciła nudą i monotonią. Dajmy się więc porwać psychodelicznej opowieści, którą przygotowali dla nas pierwsi buntownicy brytyjskiej sceny muzycznej.
Płytę otwiera przebojowy, nafaszerowany elektroniką "Underdog". Tom Meighan (wokal) traktuje nieco agresywny tekst jak wyliczankę, nadając całości ciekawy szlif. Mamy tu stałą linię melodyczną i stały riff, jednak do monotonii temu kawałkowi daleko. Na drugim miejscu znalazł się "Where Did All The Love Go?" ze skrzypcami, grzechotkami, tamburynem i arabskimi motywami w tle. Utwór jest przyjemny i chwytliwy, z cyrkowym, utrzymanym w klimacie retro teledyskiem. Brzmi to trochę jak znaleziona po latach taśma Czwórki z Liverpoolu. Następny w kolejce jest krótki, instrumentalny przerywnik, enigmatycznie nazwany "Swarfiga" (po prostu przeinaczona nazwa środka do mycia rąk). Jest to dwuminutowa porcja elektroniki, przywodząca na myśl dokonania The Doors czy Pink Floyd. Po "Swarfidze" przychodzi czas na chyba najbardziej rock'n'rollowy moment płyty - pełen złości i agresji "Fast Fuse". Ciekawostką jest to, że riff otwierający utwór jest niemal identyczny z tym, który kilkanaście lat temu otwierał "Kosmiczną Owieczkę" gdańskiej grupy Bielizna, na płycie "Pani Jola". "Fast Fuse" jest głośny - krzyczy wokalista, krzyczą i gitary. Na pozycji piątej znalazł się rewelacyjny "Take Aim". Kompozycję otwierają smyczki, szybko wyparte przez rewelacyjnie nagraną gitarę. Monotonia linii melodycznej świetnie kontrastuje tu z chaotycznymi gitarami i nieco "zmierzłym" (typowe dla Kasabian) śpiewem. Przebijające się gdzieniegdzie skrzypce nadają utworowi tajemniczy, niepokojący klimat muzycznej baśni, nietrudno też zauważyć zgrabnie wplecione w całość odwołania do kultury latynoskiej. "Thick As Thieves" to kolejne świetne nagranie, oparte na całej gamie gitarowych dźwięków. Uderzają tu ogromne podobieństwo do dokonań The Beatles, ale i gitarowy motyw zapożyczony z surf rocka. Całość przywodzi na myśl piosenkę wyśpiewaną przez człowieka, który jak zwykle jako ostatni opuszcza bar. Przyszedł czas na moją faworytkę wśród kompozycji zawartych na "West Ryder Pauper Lunatic Asylum" - "West Ryder / Silver Bullet". Niebanalna ballada, z gościnnym udziałem wokalnym aktorki Rosario Dawson, jest jakby napisana z myślą o tym, by stać się soundtrackiem. Ścieżką dźwiękową do filmu drogi. Stylizowany na lata siedemdziesiąte utwór jest bezbłędny, pełen dziwacznych instrumentów, ze świetnym popisem wokalnym Meighana, osnuty nieziemską aurą. Zrobiło się przyjemnie i sennie, ale Kasabian nie pozwalają nam zbyt długo pozostać w tym lekkim letargu. Następny w kolejce jest bowiem "Vlad The Impaler", przesycony ciężkim, elektronicznym brzmieniem, stylistycznie przypominający dokonania Brytyjczyków z okresu pierwszej płyty. Na uwagę zasługuje zwłaszcza teledysk powstały do tego dziwacznego nagrania. To właściwie krótkometrażowy film, utrzymany w stylistyce zapożyczonej z niskobudżetowych horrorów kręconych w latach siedemdziesiątych. Brytyjski aktor Noel Fielding wcielił się w rolę Drakuli (Vlad The Impaler = Wład Palownik = Drakula) terroryzującego mieszkańców prowincjonalnego miasteczka. Małe arcydzieło! "Ladies And Gentlemen / Roll The Dice" to zdecydowanie najsłabszy moment płyty. W hollywoodzkim klimacie, z licznymi elementami country jest do bólu prosty, wręcz banalny i o zgrozo - tandetny. Nie warto mu więc poświęcać więcej liter. "Secret Alphabets" znowu porywa słuchacza w daleką podróż. Dużo tu motywów etnicznych, przywodzących na myśl bliski wschód. Uwagę przykuwają świetny bas i charakterystyczna gitara, w tle praktycznie cały czas słychać skrzypce. Głos Meighana uspokaja, całość kończy niepokojący motyw z japońskiej pieśni ludowej "Sakura Sakura", zagrany przez niemieckiego skrzypka Helmuta Zachariasa. Na przedostatniej pozycji zespół umieścił utwór wybrany potem na singiel promujący płytę. Mowa o "Fire" - motorycznym, powoli rozkręcającym się kawałku ze świetnym tekstem. Jego cechą charakterystyczną jest dyskotekowy bas, który znamy ze sztandarowych utworów chociażby Queen czy Rolling Stones. Teledysk do "Fire" również nie pozostawia wiele do życzenia. Przedstawia zespół biorący udział w napadzie na bank i uczestniczący w efektownej gitarowej strzelaninie. Obraz przywodzi na myśl poważniejszą wersję "Breaking The Law" Judas Priest. Album zamyka - niestety - słaba kompozycja w postaci pochwalno - gospelowego "Happiness". To drugi po "Ladies And Gentlemen / Roll The Dice" element psujący znakomitą całość.
W wyprodukowaniu krążka pomógł grupie Dan The Automator, znany ze współpracy z Mikem Pattonem czy Gorillaz. Tytuł - "West Ryder Pauper Lunatic Asylum" - jest bezpośrednim odniesieniem do powstałego w XIX w. w Yorkshire szpitala psychiatrycznego dla bezdomnych. Okładka przedstawia muzyków wybierających się na przyjęcie do takiego właśnie miejsca. Jest więc Tom Meighan - Bonaparte (wokal), Sergio Pizzorno - Ksiądz (gitara), Chris Edwards - Więzień (bass) i Ian Matthews - Rasputin (bębny). Kasabian chcieli tym wydawnictwem zachęcić odbiorców do słuchania płyt od początku do końca, jako jednej całości związanej jednym konceptem. Sami nazywają swój krążek soundtrackiem do wyimaginowanego filmu.
Gorąco zachęcam do znalezienia pięćdziesięciu kilku minut potrzebnych, aby wraz z tym przedziwnym zespołem wybrać się w daleką podróż tak w czasie, jak i w przestrzeni. Baśniową podróż w nieznane.
Album poprawny, lecz nie porażający.
Materiały dotyczące zespołu
- Kasabian
Najchętniej czytane recenzje
Lubisz tę plytę? Zobacz recenzje
Behemoth "Evangelion"
- autor: Megakruk
- autor: Kępol
Vader "Necropolis"
- autor: Megakruk