- Koncerty
- terminy koncertów
- galeria zdjęć
- relacje z koncertów
- Wieści
- wieści muzyczne
- kocioł
- dodaj wieść
- Płyty
- recenzje płyt
- zapowiedzi premier
- Wywiady
- wywiady
- Ogłoszenia
- ogłoszenia drobne
- dodaj ogłoszenie
- Zobacz
- wywiady
- forum
- linki
- rekomenduj muzykę
- korozja
- sondy - archiwum
- Redakcja
- o nas
- szukamy pomocników
- reklama
- polityka cookies
- kontakt
- Konto
- zaloguj się
- załóż konto
- po co?
recenzja: Hedfirst "44"
Po pięciu latach od wydania ostatniego albumu, warszawski Hedfirst powraca z nowym materiałem, zatytułowanym tajemniczo "44". Na okładce płyty widnieje ludzkie serce, które pompuje metalowo - hardcore'ową krew w jedenaście kawałków zaśpiewanych wyłącznie po polsku. O tym, że jest to krew gorąca i wysokoenergetyczna, uczciwie świadczy czterdzieści pięć minut muzyki zarejestrowanej w "FreezeArt Studio" w Warszawie.
Hedfirst nie gra muzyki skomplikowanej i przełomowej, ale trzeba przyznać, że materiał zgromadzony na krążku "44", to konsekwentne, ciężkie łojenie, z dobrym brzmieniem i jasnym przesłaniem. Ta płyta ma kopać w dupę. I kopie. Bez zbędnych ozdobników i przesłodzonych melodii. Polskie teksty wzmacniają tylko bezpośredniość przekazu, zwłaszcza przy użyciu tak sugestywnego instrumentu, jak ostre darcie ryja. Ładną atmosferę robi tylko instrumentalne intro "44", nasuwające lekkie skojarzenia z Metallicą z czasów "...And Justice For All". Później pierwszeństwo mają mięsiste riffy, szybkie tempa i trafnie akcentująca perkusja.
Warto posłuchać "44" choćby po to, żeby przekonać się, że polskie kapele też potrafią nieźle przyłożyć w klimacie z pogranicza hardcore i metalu. Mimo dość podobnej struktury utworów, niektóre szybko wpadają w ucho i nawet po niewielu przesłuchaniach płyty na koncercie można zaśpiewać refren razem z wokalistą.
Parafrazując słowa jednej z piosenek: "Ogniu, krocz z Hedfirst"! Niech zespół nagrywa kolejne, co najmniej tak dobre krążki.
Materiały dotyczące zespołu
- Hedfirst